Łemkowie i Bojkowie
 Łemkowie, należący do grup górali ruskich zamieszkiwali do 1947 r. tereny od rzeki Poprad w Beskidzie Sądeckim poprzez Beskid Niski, aż po Wysoki Dział w Bieszczadach.
Na skutek wydarzeń historycznych, jakie miały miejsce po II Wojnie Światowej (m.in. "Akcja Wisła") ta grupa etniczna została w większości przesiedlona na Ziemie Odzyskane lub do ZSRR. Ten sam los spotkał mniej liczną grupę Bojków - ukraińskich górali żyjących na wschód od Łemków, zaś na zachód od Hucułów.
Obecnie jednym z nielicznych śladów życia Łemków w Beskidach są pozostałe po nich świątynie - greko-katolickie cerkiewki. Najpiękniejsze znajdują się w Komańczy, Krępnej, Świątkowej Małej i Wielkiej oraz w Kotaniu (Beskid Niski).
Nieurodzajność terenów górskich oraz niska kultura rolna powodowały, że Łemkowie zajmowali się rzemiosłem. W Beskidzie Niskim w rejonie Przysłupia, Nowicy, Leszczyn i Kunkowej wyrabiano łyżki, wałki do ciast, wieszaki do ubrań i inne wyroby drewniane. W Bartnem, Bodakach, Wapiennem i Foluszu rozwinęła się kamieniarka. Produkowano żarna, kamienie młyńskie oraz krzyże przydrożne i nagrobkowe. W Łosiach i Bielance wytwarzano dziegieć i maź (służącą m.in. do smarowania osi kół wozów oraz zabezpieczania ścian domów przed szkodnikami). Gotowe wyroby sprzedawano w handlu obnośnym - niejednokrotnie bardzo daleko od własnej wsi. We wszystkich przypadkach surowce pochodziły z okolicy.
|
Łemkowskie świątynie
|  |
Na powstanie cerkwi wpłynęła tzw. schizma wschodnia (1059r.), a ściślej unia brzeska (1596), kiedy to powstał w Polsce kościół greckokatolicki podporządkowany władzy papieża. Kościół ten przyjął dogmaty obowiązujące w kościele rzymskim, zachowując jedynie swą liturgie, odrębność hierarchii oraz zastrzeżone w warunkach porozumienia prawo pozwalające księżom świeckim wchodzić przed ostatnimi święceniami w związki małżeńskie. Od tej pory, czyli od roku 1569 zaczął powstawać cerkwie greckokatolickie.
Budownictwo sakralne Rusi wyrosło na tradycji imperium bizantyjskiego, gdzie od przełomu V i VI w. n. e. ukształtował się typ świątyni o trójdzielnym wnętrzu, złożonym z poświęconego Bogu i dostępnego tylko duchowieństwu prezbiterium (sanktuarium), obszernej nawy i tzw. babińca, pomieszczenia dla nieochrzczonych, pokutników i niewiast. Trójdzielność świątyni podkreślają kopuły – najwyższa znajduje się nad nawą, niższa nad sanktuarium, a najniższa nad babińcem.
Cerkwie budowane były na ogół z drzewa techniką zrębową, na kamiennym podmurowaniu, a dachy kryto drewnianym gontem.
Cerwiek prawie zawsze była orientowana, z tzw. prezbiterium skierowanym wschodowi. Świątynie były najczęściej nakryte namiotowym dachem, zwieńczone baniasto, z ślepymi latarniami i kutym krzyżem. W bryle budowli zachodniołemkowskiej dominuje wieża nadbudowana nad babińcem, nawa jest niższa, lecz szersza, natomiast najniższa jest prezbiterium. Dla zaakcentowania powagi świątyni i ze względów tradycyjne obronnych budowano ją zazwyczaj na wzgórzu. Prezbiterium, czyli sanktuarium dostępne było wyłącznie dla kapłana i oddzielone od wiernych przegrodą, która ma formę ikonostasu. Podział wiernych na dwie grupy o odrębnych przywilejach wymagał wydzielenia dwóch kolejnych pomieszczeń – nawy i babińca.
Ważnym elementem wystroju cerkwi są ikony będące dla wiernych wizerunkiem postaci Boga lub świętych. Szczególnym miejscem usytuowania ikon w cerkwi jest ikonostas.
Od XV wieku powstawały we wsiach wśród lasów drewniane kościoły i cerkwie. Zachwycają smukłe proporcje gontem krytej nawy i wyniosłej wieży z nadwieszoną izbicą w kościołach, zaś z cebulastym hełmem w cerkwiach.
Miejscowi cieśle przekładali na język drewna formy ceglanej architektury gotyckiej, posługując się tą samą techniką " na zrąb", którą znali i stosowali od pokoleń przy budowie chaty, stodoły, spichlerza.
Unikatowe w skali Europy zabytki drewnianej architektury sakralnej, leżące na uboczu głównych szlaków turystycznych są stosunkowo mało znane. Tym większe niespodzianki czekają każdego miłośnika sztuki, który zapuści się w te strony.
Większość drewnianych świątyń wiejskich była harmonijnie powiązana z otaczającym je krajobrazem. Najczęściej wznoszono je na niewielkich wzniesieniach otaczając zawsze wieńcem drzew. Dlatego tak łatwo odnaleźć miejsca gdzie stała cerkiew w opuszczonych wsiach czy osadach. Pomimo, że cerkiew już nie istnieje najczęściej rosną dokoła drzewa. Takie miejsca można zobaczyć np. na Wołosatem lub na Tworylnem.
Relikty najstarszej znanej drewnianej budowli na Podkarpaciu odnaleziono w Trepczy koło Sanoka. Według ustaleń była to kaplica grodowa związana z osadnictwem ruskim i datuje się ją na wiek XII.
Najstarsze zachowane cerkwie na Podkarpaciu:
W Uluczu, (1510r.) jest to cerkiew prawosławna p.w. Wniebowstąpienia Pańskiego położona na szczycie góry, na północ od wsi. Zbudowano ją z drewna w stylu bojkowskim z jedną kopułą po środku i kryto gontem. Do początku XVIII w. stanowiła część klasztoru bazylianów, którzy prowadzili tu szkołę rzeźbiarzy cerkiewnych, wyrabiających m.in. ikonostasy w latach. 1961-64 cerkiew gruntownie konserwowano i obecnie jest to obiekt muzealny należący do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Wewnątrz cerkwi zachował się niekompletny ikonostas z 1683r. pędzle Stefana Dżengatowycza i Michała Wiszeckiego.
We wsi Ulucz odsłonięto w 1990r. tablice pamiątkową, znajdującą się przed cerkwią, która upamiętnia ukraińskiego kompozytora Michała Werbyćkiego, autora hymnu narodowego Ukrainy.
Cerkiew w Radróżu (1580r.) jest to cerkiew greckokatolicka p.w. św. Paraskewii, parafialna. Zbudowana z drewna, trójdzielna, nawa główna trójkondygnacyjna, pozostałe części dwukondygnacyjne. Całość obwiedziona podcieniami, kryta i szalowana gontem. Wewnątrz polichromia z XVIII w. Świątynię gruntownie konserwowano w latach 1963-65. Obok cerkwi dzwonnica drewniana z XVI-XVIII w., konstrukcji słupowej z podcieniami, kryta i szalowana gontem. Przy cerkwi znajduje się również dom diaka z XVI lub XVIII w.
Cerkiew w Chotyńcu (przed 1600 lub 1613r.) jest to cerkiew greckokatolicka p.w. Narodzenia NMP, parafialna. Zaliczana do najstarszych w Polsce. Zbudowana jest z drewna i składa się z trzech: części, kondygnacji i kopuł. Po roku 1947 została opuszczona i przez pewien czas pozostawała zamknięta. Później używano jej jako kościoła rzymskokatolickiego. Obecnie od dwunastu lat ponownie w ręku grekokatolików. W latach 1991-92 dokonano gruntownego remontu. Wyposażenie wewnątrz jest niekompletne, ale znajdujący się tu ikonostas posiada klasyczny układ wynikający z reguł ikonopisnia. Na ścianach wystrój cudownych malowideł (1735r.) np. scena sądu ostatecznego usytuowana na południowej ścianie nawy. Zachowała się też cudowna ikona Matki Boskiej.
Do bardzo interesujących należą też:
Cerkiew w Owczarach – wzniesiono ją w roku 1653 z drewna w stylu łemkowskim. Posiada więc trójdzielną bryłę, której nawę i prezbiterium wieńczą wielostrefowe namiotowe dachy – kopuły, zwieńczone cebulastymi pseudolatarniami i obejmujące babiniec izbicową wieżę, zwieńczoną cebulastym hełmem z latarnią.
Cerkiew w Kwiatoniu – powstała w 1811r. lub 2 poł. XVIII w. Zbudowano ją z drewna w stylu zachodnio-łemkowskim, szalowano i pokryto gontem. Wielokrotnie remontowana obecnie jest użytkowana przez kościół rzymskokatolicki.
Cerkiew w Świątkowej Wielkiej – pochodzi z 1757r. i została zbudowana w stylu zachodnio-łemkowskim, a jej fundatorem był Piotr Paszkiewicz. Niegdyś, cerkiew była pomalowana lecz do dziś zachowały się jedynie ślady malowanej polichromii (przeważał kolor zieleni i brązu, a na gzymsach – jaśniejsze barwy). Wewnątrz świątyni można oglądać odnowione niedawno malowidła ornamentalno-figurowe z początku XX w., lecz według badaczy naniesiono na znacznie starszych narysach (koniec XVIII w.). znajduje się tu również wielka ikona Golgoty z XVII w. pochodząca ze szkoły rybotyckiej.
Od 1986r. użytkowano jako kościół rzymskokatolicki.
| Cerkiew w Czerteziu – wzniesiona z drewna w 1732 lub 1742r. w stylu bojkowskim z jedną wielką kopułą nad częścią środkową (nawą) z podcieniami, kryta gontem.
|  |
Cerkiew w Piątkowej – również wzniesiona w 1732r. w stylu bojkowskim. Jest trójdzielna z trzema ośmiobocznymi kopułami, obwiedziona szerokim okapem, opartym na słupach, kryta i szalowana gontem. W czasie drugiej wojny światowej została a w 1947r. zupełnie ją opuszczono. W latach 1958-61 odnowiona przez Państwowego Konserwatora Zabytków. Obecnie jako obiekt muzealny należący do Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku stoi nie użytkowana.
Cerkiew w Żłobku – wzniesiona 1830r. z drewna, dwudzielna szalowana i kryta gontem. Gruntownie remontowana w roku 1977 i 79, użytkowana przez kościół rzymskokatolicki. Po 1951r. stała opuszczona, później mieścił się w niej magazyn leśnictwa. W trakcie adaptacji w roku 1977 usunięto z cerkwi ramię ikonostasu i zdewastowany ołtarz, wstawiono natomiast ołtarz dębowy z cerkwi w Lutowiskach.
Cerkiew w Komańczy – wzniesiona w 1805r. z drewna w stylu wschodnio-łemkowskim o oryginalnej konstrukcji czteroczęściowej z czteroma kopułami. Do 1961r. używano przez grekokatolików z której w tymże roku zostali wyrzuceni przez Urząd Bezpieczeństwa. Od 1963r. użytkowana jako cerkiew prawosławna. Przez wiele lat była przedmiotem konfliktu między parafią prawosławną, a liczniejszymi grekokatolikami.
Wewnątrz zachowało się oryginalne wyposażenie, w tym ikonostas z 1832r. malowany przez Afanasego Ruziłowicza ze wsi Wołosianki, czterostrefowy, architektoniczny. Ołtarz z 1803r. fundacji Grzegorza Dido, inne elementy wyposażenia pochodzą częściowo z innych cerkwi np. z Dołżycy. W cerkwi przechowywane są stare cerkiewne księgi z lat 1638-1793. Obok zaś świątyni znajduje się dzwonnica powstała przed 1834r., trójkondygnacyjna, z dzwonem z 1882r. oraz dwa stare krzyże misyjne.
Cerkiew w Turzańsku – zbudowana z drewna w 1803r. (30 lat później powiększona), na planie krzyża, dwie zakrystie po obu stronach prezbiterium, pięciokopułowa, obecnie w użytkowaniu prawosławnych. Wewnątrz ikonostas z 1 poł. XIX w. trójstrefowy, architektoniczy. Ikony malowane przez J. Bakowczyka w 1895r. ołtarze boczne z początku XIX w. Przed cerkwią trójkondygnacyjna dzwonnica z 1817r. najstarsza z istniejących tego typu na do Łemkowszczyźnie, zwieńczona cebulastym hełmem, oraz krzyż drewniany postawiony w 1836r. z okazji 950-lecia chrztu Rusi Kijowskiej. Świątynia ta jest uważana za najpiękniejszy przykład cerkwi typu wschodnio-łemkowskiego.
Oprócz wymienionych już cerkwi zbudowanych w stylu łemkowskim lub bojkowskim, można wymienić jeszcze dwie zachowane świątynie powstałe w stylu huculskim. Jest to cerkiew w Roztoce, drewniana wzniesiona w 1936r. na miejscu istniejącej już wcześniejszej z 1822r.; trójdzielna, na planie krzyża z centralną wysoką kopułą na ośmiobocznym bębnie. Obecnie użytkowana przez kościół rzymskokatolicki. Druga zaś znajduje się w Hoszowie i jest to cerkiew murowana z roku 1858r. zbudowano ją na planie krzyża z jedną kopułą środkową i z dużymi podcieniami. Od 1971r. użytkowana przez kościół rzymskokatolicki, odnowiona i częściowo przebudowana; brak oryginalnego wyposażenia.
Łemkowskie zabytki architektury drewnianej
|  |
Warto odwiedzić:
- Bukowiec koło Terki
- Bystre koło Michniowca
- Górzanka
- Hulskie
- Komańcza
- Krywe
- Łopienka (przeczytaj niżej legendę o "Łopieńskim Obrazie")
- Polana
- Rosolin
- Rzepedź
- Smolnik nad Sanem
- Terka
- Turzańsk
- Ustianowa Dolna.
Sztuka łemkowska
|  |
Najczęściej uprawiana przez Łemków formą sztuki było rzeźbiarstwo artystyczne. Ulubionym motywem były wzory roślinne, umieszczane na płaskorzeźbach. Twórcy rzeźbili liście dębu, klonu, jawora na przedmiotach codziennego użytku, takich jak skrzynie i kredensy. Łemkowskie rzeźby znalazły się w 1877 r. na lwowskiej wystawie przemysłowej, gdzie uznane zostały za technicznie doskonałe.
Bałucianka
Wieś położona 2 km na zachód od drogi z Rymanowa do Jaślisk. Mieszkało w niej wielu słynnych rzeźbiarzy łemkowskich. Do najwybitniejszych należał Mychajło Mychałyszyn, uczeń szkółki rzeźbiarskiej Potockich. Wychował liczne grono młodych rzeźbiarzy, spadkobierców jego talentu. Prace Mychałyszyna były wyjątkowo subtelne pod względem technicznym.
Innym wybitnym twórcą łemkowskim, pochodzącym z tej miejscowości był Iwan Kiszczak, którego płaskorzeźby eksponowane na wielu wystawach zyskiwały bardzo wysokie oceny krytyków sztuki.
Po II wojnie światowej, w 1945 roku mieszkańców Bałucianki przesiedlono na Ukrainę. Przed wysiedleniem, w miejscowości tej żyło 45 rodzin łemkowskich i 5 rodzin polskich. Z czasem w Bałuciance osiedlili się polscy górale, dzięki czemu wieś istnieje do dziś.
Rymanowska szkółka rzeźbiarska
W 1877 roku Stanisław hrabia Potocki wraz z żoną Anną założyli w Rymanowie szkółkę, mającą nauczać rzeźbiarstwa i stolarki. Przyjmowani do niej byli utalentowani chłopcy z pobliskich wiosek. Wykonywane przez nich przedmioty były sprzedawane, a dochód w jednej trzeciej trafiał do młodych artystów. Pozostała część kwoty przeznaczona była na utrzymanie chłopców, płace dla nauczycieli, zakup materiałów i narzędzi. Niestety, po śmierci hrabiego szkoła została zamknięta.
Wólka
Mała łemkowska wioska położona w sąsiedztwie Bałucianki. Jej mieszkańców charakteryzował talent rzeźbiarski. Za najwybitniejszego artystę z tej miejscowości uważa się Mychajło Orysyka (1885-1946). Szczególne uzdolnienia przejawiał on już od dzieciństwa. Jego rzeźby charakteryzowała, nie występująca u innych twórców, dynamika ruchu. Rzeźbił nie tylko motywy roślinne i zwierzęce, był artystą bardzo wszechstronnym. Zachowało się wiele szkiców jego prac rzeźbiarskich, zachwycających techniką wykonania i twórczą fantazją. Do jego najbardziej znanych dzieł należy rzeźba 'Łemko", niemal naturalnej wielkości. Wybitny talent przejawiał także jego syn, Iwan Orysyk (1910-1946), zmarły tragicznie.
Znanymi twórcami pochodzącymi z Wólki byli m. in.:
- Hryhorij Berdal
- Andrij Iliasz
- Oleksa Steciak
- Kuźma Steciak
Po II wojnie światowej, w 1945 r. mieszkańcy Wólki zostali wysiedleni na Ukrainę. Osiedlili się w okolicach Tarnopola i Lwowa. Z Wólki wysiedlono 37 rodzin, a wieś, po pożarze w 1947 r. przestała istnieć.
Stroje Łemków i Bojków
|  |
Tradycyjne ubiory Łemków przechodziły długą drogę rozwoju. Składały się na nie szerokie zestawienia skór i materiałów samodziałowych, lnianych i wełnianych oraz prymitywny krój.
Ubiór męski składał się z białej lnianej koszuli- „soroczki”, sięgającej nieco poniżej bioder, zawsze wpuszczonej do spodni. Latem mężczyźni nosili lniane spodnie, zwane „nohałky”, w postaci dwóch prostych rur, zszytych ze sobą razem pionowym szwem biegnącym przez środek brzucha i pośladków, zimą natomiast mieli spodnie wełniane, z białego ciemnego samodziału, tzw. „chołoszni” lub „chołośnie”. „Chołośnie” posiadały jeden lub dwa przypory nad pachwinami, z wąziutką obszewką z czerwonego lub niebieskiego wełnianego sznurka. Analogicznie zaznaczona były szwy idące wzdłuż nogawek i poprzeczne przez pośladki. Ubiór wierzchni stanowiły dawniej ciemne kamizelki bez rękawów, szyte z wełnianego samodziału, zwane zależnie od okolicy: „lajbyk”, „łajbyk”, lub „druszlak”, zapinane z przodu na trzy pary potrzeb, plecionych z wełnianego sznurka, czarnego dla białych łajbyków, a czerwonego dla ciemnych. Kamizelki samodziałowe w okresie międzywojennym były już rzadko używane i to raczej do ubioru roboczego. Posiadały one z przodu po jednej kieszonce z każdej strony, zaś z tyłu trzy krótkie rozcięcia, tworzące kalety, zwane „kłaputy”. Dekoracją kamizelek były błyszczące metalowe guziki, które wyłącznie miały funkcję dekoracyjną. W chłodne dni na łajbyk lub krótki kożuszek bez rękawów nakładano samodziałową białą lub ciemną kurtkę, zwaną „hunia”. Sięgały one do połowy ud, krawędzie białych huń obszyte były czarnym sznurkiem a ciemne czerwonym. Szczególną rolę w ubiorze Łemków spełniała „czuha” lub „czuhania”. Był to rodzaj szerokiego płaszcza z brązowego samodziału, najczęściej zarzucany na ramiona jak peleryna. Rękawy przeważnie zszyte dołem służyły jako obszerne kieszenie. Czuha posiadała duży, spadający na plecy kołnierz, który w razie słoty lub zawiei można było zarzucić na głowę i zawiązać jak kaptur. Czuchy różniły się między sobą kształtem i dekoracją kołnierza, co dla Łemków było tak istotne, że stało się podstawą podziału Łemkowszczyzny na pomniejsze grupy lokalne. Na zachodniej Łemkowszczyźnie, w dorzeczu Sękówki i górnej Ropy, noszono czuchy, które na dużym prostokątnym kołnierzu i na rękawach miały dwa lub trzy białe, tkane pasy oraz rząd białych lub czarnych sznurków, zwanych „ toroky ”. Stało się to przyczyną, że mieszkańców tych stron sąsiedzi określali mianem „Torokary ”. Na wschód od nich, po górny Wisłok występowały powszechnie czuchy z kołnierzem przypominającym z przodu pelerynkę z wyłogami, z tyłu przechodzącą w duży prostokątny płat z jednym tylko białym pasem wzdłuż dolnej krawędzi i szeregiem białych troków. Torokarom białe, długie troki kojarzyły się ze świeczkami, wobec czego mieszkańców środkowej Łemkowszczyzny nazywali „ Świcaky” .W kilku wsiach na pograniczu Torokarów i Świcaków ( Bednarka, Wapienne, Rozdziele, Wola Cieklińska ) kołnierze czuch miały kształt krótkiej peleryny okrywającej piersi i część pleców. Krawędzie jej obszyte były białym sznurkiem układanym w pętelki, zwane „pupky” lub „cycki”, od mieszkańców tych wsi zjednało nazwę „Pupkary” lub „Cycaky”. We wschodniej Łemkowszczyźnie noszono czuchanie, podobne jak u Świcaków, z tym że na białym pasie kołnierza znajdowało się zygzakowate wyszycie zwane „krywulka”, wykonane brązową wełnianą nicią.
Czucha stanowiła bardzo ważną część ubioru, podkreślającą gazdowski splendor, grała też doniosłą rolę w obrzędzie weselnym, ponieważ pan młody musiał iść do ślubu ubrany w czuchę, choćby pożyczoną
Odzieniem przeznaczonym na ciężkie mrozy były białe lub brązowe kożuchy z rękawami, długie do kolan, posiadające dość szeroki kołnierz z czarnego barana.
Na nogi, owinięte lnianymi onuckami, Łemkowie wkładali do końca II wojny światowej „kyrpci” z grubej, bydlęcej skóry, ale bogaci gazdowie już w połowie ubiegłego wieku paradowali w butach z wysokimi, sztywnymi cholewami.
Starzy Łemkowie, podobnie jak obecni ich modni wnukowie, nosili włosy długie, spadające na ramiona. Różnili się jednak od wnuków tym, że mieli zwyczaj smarowania na święto fryzury masłem. Jełczało ono na głowie do następnej soboty, kiedy to odbywało się uroczyste golenie i mycie.
Kobiety nosiły zaś koszule („oplicze”) z białymi, marszczonymi krezkami przy szyi i mankietach, zdobionymi kupną koronką i aksamitne gorsety, najczęściej czarne, z delikatnym haftem na piersiach i plecach, wykonanym srebrną nitką i cekinami o subtelnym wzorze roślinnym.
Mężatki które z trudem mieściły się w swoich panieńskich gorsetach, chodziły chętnie w bluzach, wciętych w pasie lub wolnych wykonywanych z perkalu lub cienkiego sukienka, zwanych „wizytki” lub „kaftanyky”. W zimie kobiety wkładały kożuchy. Najmodniejsze były białe z wyszyciami lub aplikacjami z czerwonego safianu, kupowane u kuśnierzy w Bardejovie i Lubowli.
Do koszul zakładano spodnie najpierw białe z lnu a później tzw. „kabaty” czyli spódnice szyte z gęsto marszczonego samodziałowego lub fabrycznego płótna, drukowanego ręcznie w białe lub biało-niebieskie wzory na granatowym tle. Takie same były zapaski, zdobione ponadto szerokim szlakiem roślinnym u dołu.
Desenie na płótnie były drukowane techniką batikową. Polegała ona na tym że farbiarz na płótnie dostarczonym przez kobiety odciskał wzór za pomocą odpowiednich klocków drukarskich, ale nie farbą, tylko masą izolacyjną która w zadrukowanych miejscach nie dopuszczała farby. Przygotowaną w ten sposób tkaninę zanurzano do kadzi z roztworem indyga. Po wysuszeniu płótna i usunięciu masy izolacyjnej, pozostawał biały wzór na niebieskim (do ciemno granatowego) tle, co zależało od gęstości farby. Przez dwukrotne nakładanie masy izolacyjnej i farbowanie płótna w coraz mocniejszym roztworze, można było uzyskać druki o wzorze białym i jasnoniebieskim na tle granatowym.
Kobiety wybierały motywy u farbiarza według katalogu i w dowolny sposób komponowały ich zestaw. Np. płótno na zapaski bywało na całej powierzchni zadrukowane w kropki lub drobne rzuciki kwiatowe natomiast dołem biały szlak o dużych wzorach roślinnych. Drukowanie płótna techniką batikową wymagało skomplikowanej aparatury. Odbywało się ono w odpowiednio wyposażonych farbiarniach, znajdujących się po drugiej stronie Karpat w Bardejovie i Lubowli, a po naszej w Muszynie. W farbiarniach tych drukowano również płótna fabryczne, które handlarze sprzedawali na targach. Można je było nabyć w większych wsiach, gdzie odbywały się targi, np. w Zdyni, Komańczy czy Uściu Ruskim (obecnie Uście Gorlickie). Po I wojnie światowej kontakty z farbiarzami zakarpackimi stały się nielegalne co w dużym stopniu ograniczyło możliwość korzystania z ich usług. Natomiast farbiarnia w Muszynie uległa likwidacji. Przyczyniło się to do szerszego zastosowania i rozpowszechnienia materiałów fabrycznych. Były to głównie różnokolorowe drukowane perkale, cienkie kwieciste tybety, aksamity i jedwabie, które w połączeniu z kolorowymi wstążkami i krepinami wzbogacały ubiory kobiece.
Nakrycie głowy mężatek stanowiły dawniej, noszone na całej Łemkowszczyźnie, myckowate czepce ciasno obejmujące głowę. Na nie dopiero nakładano chustkę, na zachodzie fabryczną, najczęściej czerwoną, wełnianę, wiązaną na potylicy. Bardzo interesującym ubiorem głowy kobiet był, utrzymujący się najdłużej na środkowej Łemkowszczyźnie, tzw. „wełyki facełyk”, w postaci dużej, kwadratowej chusty lnianej, którą złożoną na przekątnej, zakładano na głowę odzianą w czepek i wiązano na potylicy pod trzecim rogiem. Ten zaś, włożony pod gorset lub gumię, sięgał głęboko poniżej pośladków. Wystający dołem róg chusty wypełniał rozłożysty motyw roślinny w kolorze czerwonym, haftowany ściegiem atłaskowym.
Prócz wielkiego używano też „małego facełyku”, wiązanego jak poprzedni tylko że trzeci róg chusty, puszczony po wierzchu gorsetu lub guni, sięga jedynie do połowy pleców.
Starsze kobiety zamiast późniejszych fabrycznych chust „na odziew”, zarzucały na ramiona lniany „obrus”, którego końce były zdobione poprzecznymi kolorowymi, tkanymi paskami lub naszywanymi wstążkami. Obrus starannie udrapowany, przytrzymywany złożonymi na brzuchu rękami, zwisał obu końcami poniżej kolan.
Na nogi kobiety wkładały „krypci”, a na święto buty z cholewami, zwane „skirni” lub miękkie „safianky”.
Inaczej przedstawiały się ubiory kobiece w dolinie Osławy. Jeszcze w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej starzy ludzie pamiętali tam, że pierwotnie w ubiorach kobiecych, podobnie jak u sąsiednich Bojków, dominowało samodziałowe płótno. Szyto z niego koszule, spódnice, zapaski, „płachty”(obrusy) naramienne. Z samodziałowego, ciemnego sukna robiono dla kobiet „łajbyky” i „hunie”. Jako duża rzadkość zdarzały się w dolinie Osławy białe a ściślej szarawe spódnice półwełniane, tkane wełnianym wątkiem na lnianej lub konopnej osnowie. Spódnice te zwane „farbanky” lub „farbianky”, posiadały dołem dwa lub trzy tkane czerwone względnie czerwone i czarne pasy. Białe samodziałowe płótno dość szybko straciło swoją wyłączność w nadosławskich ubiorach kobiecych.
W drugiej połowie ubiegłego wieku pojawiły się tu płótna samodziałowe, drukowane ręcznie przez wędrownych farbiarzy posługujących się techniką druku bezpośredniego.
Zajmowali się tym Żydzi z Woli Michowej, którzy za pomocą desek z prymitywnie wyciętymi wzorami, odbijali na płótnie farbą pokostową, najczęściej czarną lub niebieską; różne „kropki i kwiatki”. Mogły też być druki dwukolorowe, jeśli farbiarz dysponował odpowiednim zestawem desek, z których jedną, pokrytą np. farbą niebieską drukował kwiatki z pustym środkiem, a drugą deską, np. farbą pomarańczową same środki. Płótna zdobione drukiem bezpośrednim używano w dolinie Osławy i Osławicy. Zostały one jednak szybko wyparte przez materiały fabryczne. Spodnie z płótna zdobionego drukiem bezpośrednim już w czasach międzywojennych należały do rzadkości. Jeden taki egzemplarz posiadało wówczas, nie istniejące już dziś muzeum ukraińskie w Sanoku.
Skromne początkowo ubiory kobiet znad Osławy zaczęły się jednak wzbogacać „Czachłyki” (koszule) zdobione pierwotnie jedynie wąskim paseczkiem „chrestików” (krzyżyków) w kolorze niebieskim i czerwonym przy szyi, na raminach i oszewkach mankietów, rozwinęły się kolorystycznie, a szerokość tych haftów, kopiowanych z popularnych wydawnictw ukraińskich, przekraczała wielokrotnie wyszycia tradycyjne.
Dziewczęta nadosławskie przywiązywały na szyi „stroik”, przypominający krawatkę, zwany „kińci” (końce), wykonany z dwóch szerokich wstążek („basamunky”) haftowanych lub drukowanych w kwiatki, na które przychodziła „krywulka”, tj. rodzaj koronkowej krezy, szerokiej na 10-15 cm, plecionej kunsztownie z drobnych różnokolorowych, szklanych koralików.
Szczególnie efektowną częścią stroju kobiecego był w dolinie Osławy niebieski „łajbyk”, w postaci kamizelki z sukna fabrycznego, sięgającego do bioder, bogato zdobiony wzdłuż zapięcia na piersiach czerwonym haftem wolutowym, ściegiem łańcuszkowym i błyszczącymi metalowymi guzikami.
Gęsto marszczone spódnice i zapaski z kupnych materiałów, w żywych kontrastujących barwach, zdobione były różnokolorowymi wstążkami biegnącymi poziomo w kilku rzędach. Głowę nakrywały kobiety znad Osławy białą, wiązaną pod brodą „chustką”, która naszyta bywała poprzecznie szeroką czerwoną wstążką.
Bardzo interesujące jest używane przez Lemków kroju „poncho”, występował on w różnych wersjach. „Poncho” może być w pasie wolny lub wcięty, czasem zaś bywa od bioder poszerzony wszytymi klinami. Wykonane były w ten sposób koszule męskie, czuhy, samodziałowe łajbyky, długie, męskie hunie (z klinami bocznymi), jak również krótkie gunie męskie i kobiece.
Legendy Bieszczadzkie Łopieński obraz; Zbójecka napaść na Moczarne |  |
O słynnym Łopieńskim obrazie wszelako powiadają, że to nie tak było jak w księdze zapisane. Bo obraz pierwszy raz pojawił się na starożytnej lipie, które rosłą nieopodal według jeszcze Łopiańskiej cerkwi. A było to tak. Razu jednego, córka miejscowego kniazia, kilkunastoletnie dziewczątko wówczas dostrzegło kulę ognistą jak nad Łopieńską cerkwią chwilę się zatrzymała po czym zgasła. Poszła przeto zobaczyć, co też z ową kulą stać się koło cerkwi mogło. I wtedy dostrzegła obraz matki bożej wywieszony na lipie. I tylko cud musiał to być. Jak się później okazało matka boża była na tym obrazie podobna do tej z cudownej ikony co ją mieć musieli w klasztorze bazylianów Werchracie.
Kiedy wieść się o zdarzeniu rozeszła, paroch terczański, Łopianka należała wówczas do parafii w Terce, postanowił obraz przewieźć do cerkwi parafialnej i umieścić go w ikonostasie. Zaprzężono wóz w woły z Łopienki, wymaszczono go słomą i umieszczono na nim cudowny obraz. Za furą szła całą Łopieńska gromada i rzewnymi łzami się zalewała, po stracie tak cudownego wizerunku Bogurodzicy. Woły początkowo szły ciągnąć wóz, ale kiedy doszły do Polanek, nagle poklękały i ani kroku dalej nie chciały zrobić. Nie pomogło okładanie ich kijami, ani próba wypędzenia z nich złych duchów, które podobno miały ich opętać. Inna para wołów którą sprowadzono tym razem z Terki zaraz po wyprzęgnięciu do wozu, też uklękła ani kroku nie zrobiwszy. Kiedy jednak zawrócono wóz do Łopieńki woły z ochotą go ciągnęły.
Przywieziono zatem obraz na powrót do Łopieńki. Ktoś z Terczańskich gazdów wpadł na pomysł by spróbować zawieźć go do Terki podstępnie inną drogą przez przełęcz Hyrcza. Obraz znów załadowano na wóz ciągnięty przez woły. Te kiedy minęły górny koniec wsi i dochodziły już do przełęczy nagle wóz przestały ciągnąć i podobnie jak poprzednio poklękały. Tak więc na nic się przeto zdały próby wywiezienia obrazu z Łopieńki. Nic, tylko Matka Boska w tym wizerunku, w tej malowniczej dolinie pomiędzy stokami Korbani i Łopiennika upatrzyła miejsce dla siebie.
Dla obrazu zbudowano początkowo kamienną kapliczkę tuż przed prezbiterium cerkwi, bo terczański paroch zgodził się umieścić go w cerkwi. Kiedy jednak wokół niego zaczęły dziać się rozliczne cuda. Obraz umieszczono w cerkwi, leży w bocznym ołtarzu. Lecz z czasem to miejsce okazało się za mało godne dla tak cudownej ikony matki bożej. Zbudowano zatem nową murowaną z kamienia obszerną cerkiew, a obraz zwany już przez wiernych ikoną Matki Boskiej Łopieńskiej umieszczono w głównym ołtarzu jako największą świętość.
Zbójecka napaść na Moczarne
Pojęcia nawet nie macie ilu dawniej było zbójów w Bieszczadach. W niektórych wioskach sami zbóje niemal mieszkali. Mało było rodzinnych zbójów, zapuszczali się w te strony węgierscy tołhaje z Rusi zakarpackiej. Łupili porządnych kmieci spokojnych i pracowitych, któż dzisiaj może wiedzieć jak ciężko było lasy karczować, żeby kawałek roli przysposobić do uprawy. Legenda ta opowiada o wsi Moczarne która już od prawie 400 lat nie istnieje właśnie za przyczyną zbójów.
Tam, gdzie potok Beskidnik i Tarnica wpadają do głównej Solinki była kiedyś rozległa podmokła łąka. W połowie XVI stulecia, kiedy pasterze wołoscy osiedlili się w Bieszczadzie i to miejsce ktoś wypatrzył, jadąc zapewne od węgierskiej strony, przez przełącz pod Czerteżem. Wyrąbali osadnicy spory kawał lasu na pola uprawne i pastwiska, osuszyli łąki. Nieludzko wykonali robotę, kto wie, może i bied Szypowaty im w tej robocie pomagał, bo przecież jedna z gór nad wioską nazwana była jego imieniem. Dobrze się ludziom wiodło w tej osłoniętej górami dolinie. Różni podróżni, co przez przełęcz pod Czerteżem, albo przez tę drogę pod Borsukiem jechali w Bieszczady wieści im ze świata przywozili.
Ale razu pewnego przejezdni przywieźli ze sobą morowe powietrze. Wielu mieszkańców Moczarnego pomarło, ale mór wreszcie ustąpił. Ci, co ocaleli nadal żyli po dawnemu pracując wytrwale na roli, oraz bydło i owce wypasając. Wydawało się że już niedługo wieś zapomni o przeszłym nieszczęściu, aż nastał rok 1628. Któregoś czerwcowego dnia, przez przełęcz pod Czerteżem na Polską stronę przeszłą liczna banda węgierskich opryszków zwanych też tołhajami. Koło południa doszli do Moczarnego. Mieszkańcy niczego nie spodziewając się, jak zwykle byli zajęci swoimi pracami. Tołhaje uderzyli na wieś znienacka i z dużą zaciekłością. Wielu mężczyzn próbujących bronić swoich domostw zamordowano. Tołhaje przełamawszy opór mieszkańców wsi rozpoczęli rabunek, paląc jednocześnie zagrody chłopskie, cerkiew, a także dwór i karczmę. Wielu ludzi, a zwłaszcza kobiet i dzieci zginęło w płomieniach, a tołhaje zabrawszy łupy, konie bydło i owce odeszli na węgierską stronę Bieszczadów.
Cała wieś spłonęła. Ci co pozostali przy życiu niewielką mieli szanse na uratowanie dobytku z płomieni. Nazajutrz gdy pogasły już pogorzeliska, ci, którzy ocaleli pogrzebali zabitych, zabrali resztę dobytku i opuścili wieś. Postanowili zacząć od nowa, ale już w innym miejscu. Szedł ten smutny pochód ku Wetlinie, a opuszczone Moczarne nigdy już nie zostało zasiedlone, pola zarosły polami i lasem, a po wsi została tylko nazwa i bies Szypowaty który zasiewał pokrzywy na pogorzelisku.
(cyt. za "Księgą legend i opowieści bieszczadzkich" - Andrzeja Potockiego, Olszanica 2001)
|